Strona Główna   Kontakt   Warto przeczytać Jesteś 194691 gościem.
 
ARTYKUŁY
 

MATKA WOLNOŚCI, 2016-09-21 17:27:24
(wywiad przeprowadziła Justyna Sowa, opublikowany w Przewodniku Katolickim w 2015 r.)

Żył w trudnych czasach. Ojciec, którego ledwie pamiętał, porzucił katolicyzm i nie tylko przeszedł na luteranizm, ale wprowadził go na Litwie. Zwalczał katolików i prawosławnych, pozamykał kościoły.
Ponieważ był niezwykle wpływowym dygnitarzem na Litwie, wraz z nim innowierczą wiarę przejmowała szlachta litewska. Po kilku latach rozmyślił się i przeszedł na kalwinizm, a przed śmiercią na arianizm. Jego dzieci były więc świadkami niespójności postawy ojca. Zaowocowało to faktem, że zaledwie 9 lat po śmierci ojca wszyscy czterej synowie Mikołaja Radziwiłła zwanego Czarnym powrócili na łono Kościoła katolickiego, w czym niemały udział miały płomienne kazania ks. Piotra Skargi SJ.

Tajemnice
Dlaczego opowiadamy tę historię przy okazji rocznicy koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej od Wykupu Niewolników? Otóż jeden ze wspomnianych wyżej braci, Stanisław Radziwiłł zwany Pobożnym, po powrocie na katolicyzm zasłynął wielką gorliwością religijną, odbył ze swoim starszym bratem Jerzym, późniejszym kardynałem, pielgrzymkę do miejsc świętych w Europie, i po powrocie, mając około 18 lat, wywiózł z majątków swojego rodu na Litwie obraz Matki Bożej i ofiarował go kościołowi św. Jana w Krakowie. Dlaczego to zrobił, nie wiadomo. Być może zagrażało temu wizerunkowi jakieś niebezpieczeństwo. Nie wiadomo także, dlaczego oddał obraz do kościoła św. Jana. Dzięki temu jednak wizerunek Matki Bożej liczący prawie 500 lat znajduje się w tym kościele już blisko 440 lat, a od 290 jest pod opieką Zgromadzenia Sióstr Prezentek. Z obrazem Matki Bożej Świętojańskiej związanych jest więcej tajemnic. Nie wiadomo bowiem ani kto go namalował, ani kiedy dokładnie to się stało. Analiza techniki malarskiej pozwala na przypuszczenia, że było to około 1520–1525 r. na terenie Krakowa lub południowej Polski.

Trzy lata i 356 łask
Obraz przez 50 lat od momentu przekazania go do kościoła św. Jana stał na bocznym ołtarzu przy filarze prawie zupełnie zapomniany. S. Renata Gąsior, badająca rozwój kultu Matki Bożej Świętojańskiej, wspomina, że pierwszym zanotowanym cudem było ocalenie więźnia skazanego na śmierć. Został uwolniony po tym, jak wezwał wstawiennictwa Maryi, przed obrazem której modlił się w dzieciństwie. W dowód wdzięczności zostawił Matce Bożej od Wykupu Niewolników swe kajdany. Siostra Renata, badając kolejne lata rozwoju kultu mówi, że była pod ogromnym wrażeniem tego, na co wskazują źródła. – W ciągu trzech lat (1637–1639) odnotowano 356 nadzwyczajnych łask. Wśród nich 59 pochodziło od mieszczan krakowskich, a 135 świadectw z okolicznych, a nawet bardzo odległych miejscowości. W 162 przypadkach nie podano miejsca zamieszkania. Kult rozwijał się nie tylko w Krakowie, w granicach dawnych murów miejskich – tłumaczy rozmówczyni – ale w okolicznych wioskach i miastach, nieraz bardzo odległych jak Lublin, Przemyśl czy Wieluń. Łaskami słynący obraz był powszechnie znany, ludzie wzywali pomocy Matki Bożej i doznawali szczególnych łask. – A nie było wtedy telefonów, internetu, telewizji i broszurek – żartuje siostra. Podróż z odleglejszych terenów, np. z Lublina do Krakowa, wozem konnym trwała prawie tydzień. Jednak kult rozrastał się coraz bardziej, gdyż ludzie ustnie przekazywali sobie świadectwa doznanych łask. Obdarowani łaskami za wstawiennictwem Matki Bożej Świętojańskiej przybywali do kościoła św. Jana, dziękowali za pomoc, uczestnicząc we Mszy św., i wpisywali swoje świadectwa do księgi łask i cudów, składali wota. Dzięki temu wiemy dziś, jak to wyglądało.

Świadectwa i podziękowania
Podczas naszej rozmowy s. Renata przywołuje kilka wpisów. Pierwszy, od Reginy z Krakowa, która zeznała, „że synek jej chory na suchoty tak już wysechł, że prawie tylko skóra i kości na nim pozostały. W czasie Mszy św., która w kościele św. Jana przed obrazem Matki Boskiej za chore dziecię się odprawiała, toż odzyskało zdrowie”. Następny wpis pochodzi od Doroty z Zielonek, której dwuletnie dziecko wpadło do stawu i utonęło. „Po upływie pół godziny, skoro zauważono, co się stało, matka z wody je wydobyła. Nie dawało znaków życia. Skoro strapiona matka z wielkim płaczem ofiarowała je Matce Boskiej Świętojańskiej i Mszę św. zamówić obiecała, odzyskało życie. Ucieszona matka gorąco Najświętszej Pannie dziękowała. Wotum – relikwiarzyk srebrny złożyła do obrazu”. Natanael z Gdańska, student Uniwersytetu Jagiellońskiego, przyszedł, aby Matce Najświętszej podziękować za łaskę wiary. „Będąc jeszcze heretykiem, pewnego razu, więcej z ciekawości niż z pobożności, przyszedł zobaczyć obraz Matki Bożej Świętojańskiej i z żartów modlić się począł. Lecz i taką modlitwę Najświętsza Panna przyjęła. Odtąd coraz to większe pragnienie przyjęcia wiary poczęło się budzić w sercu młodzieńca. Rozmowy z uczonymi katolickimi dopełniły reszty. Nawrócił się”. I tak dalej …

Tak było kiedyś, tak jest i dzisiaj
Ludzie doznawali tak wielu łask, że obraz Matki Bożej od Wykupu Niewolników wkrótce umieszczono w ołtarzu głównym kościoła i tam znajduje się do dzisiaj. Warto jednak wspomnieć, że przed tym wizerunkiem modlili się nie tylko ludzie prości. Mało kto wie, że w tym właśnie kościele król Jan III Sobieski dziękował za zwycięstwo nad Turkami, tu legioniści modlili się przed wyruszeniem na front, otrzymując od sióstr prezentek obrazki z cudownym wizerunkiem. Za przyczyną Matki Bożej Świętojańskiej szczególnej łaski doznał także abp Eugeniusz Baziak, administrator apostolski archidiecezji krakowskiej w latach 1951–1962. Po aresztowaniu, czekając na proces sadowy, prosił siostry o nowennę do Matki Bożej Świętojańskiej i sam ją równocześnie rozpoczął. Po kilku dniach został uwolniony. Chociaż musiał przebywać na wygnaniu poza diecezją i nie mógł się swobodnie poruszać, to jednak na ławie oskarżonych nie zasiadł i procesu przeciwko niemu nie wytoczono. To on potem złożył większą ofiarę pieniężną na koronację obrazu Matki Bożej, której osobiście nie doczekał. Koronacji dokonał jego następca abp Karol Wojtyła dnia 9 maja 1965 r. podczas uroczystości ku czci św. Stanisława na Skałce. Koronacja była wielkim wydarzeniem, przygotowującym Kościół krakowski do Millennium Chrztu Polski. Wzięły w niej udział ogromne rzesze wiernych, kilkunastu biskupów oraz wielu kapłanów i sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń.

Przesłanie wciąż aktualne
Od prawie 300 lat obraz pozostaje pod opieką sióstr prezentek. – To tutaj powierzamy Matce Bożej dzieci i młodzież ze szkół i przedszkoli, które prowadzimy zgodnie z naszym charyzmatem oraz wspomagamy je w dorastaniu do prawdziwej duchowej wolności, w uwalnianiu się od tego, co zniewala nasze umysły, serca i dusze – wyjaśnia s. Gąsior. Abp Karol Wojtyła w dniu koronacji modlił się: „Matko Wolności, dlatego nazwano Cię Matką Niewolników, że zawsze przywracałaś wolność więźniom, a przywracałaś ją nie tylko w znaczeniu zewnętrznym, fizycznym, ale w znaczeniu duchowym”. To przesłanie kryjące się za pięknym tytułem nadanym Maryi, 50 lat później silnie do nas wierzących przemawia. – Tytuł Cudownego Obrazu Matki Bożej od Wykupu Niewolników jest wyjątkowy i bardzo aktualny na dzisiejsze czasy – mówi s. Renata. – Jest coraz więcej współczesnych form zniewolenia, dotykających zwłaszcza ludzi młodych. I trzeba tę młodzież ratować przed kolejnymi zniewoleniami, w które tak łatwo wejść, a z których tak trudno się potem uwolnić – dodaje rozmówczyni.

Matka Boża czeka
W ołtarzu głównym kościoła św. Jana każdego dnia podziwiać można Matkę Bożą Świętojańską, bowiem codziennie o godz. 6.30 rano odbywa się uroczyste odsłonięcie obrazu, a wieczorem, po Mszy św. o godz. 18.00 wizerunek jest zasłaniany. W każdą sobotę o godz. 17.30 jest sprawowane nabożeństwo, podczas którego odczytywane są podziękowania i prośby do Matki Bożej od Wykupu Niewolników, składane przez wiernych, a we Mszy św. o godz. 18.00 są polecane Bogu. Można je składać do skrzynki w kościele lub przysyłać na adres: prezentki@zakon.opoka.org.pl. Z początkiem maja rozpoczynają się także obchody 50-lecia koronacji obrazu, na które już dziś siostry serdecznie zapraszają. Sam papież Franciszek przekazał specjalne błogosławieństwo dla każdego uczestnika tychże obchodów.



 
 

ŚWIĘTOJAŃSKI KLASZTOR SIÓSTR PREZENTEK, 2016-06-24 11:24:57

Zgromadzenia Panien Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, popularnie zwane Siostrami Prezentkami (od łacińskiego słowa presentatio – ofiarowanie), nazwę swą wzięło od apokryficznego opisu tajemnicy ofiarowania małej Miriam przez jej rodziców Joachima i Annę do świątyni jerozolimskiej.

Zgromadzenie powstało w XVII wieku w Krakowie i jest pierwszą w Polsce apostolsko czynną wspólnotą zakonną. Jego założycielka – bł. Zofia Czeska (1584 – 1650), krakowska szlachcianka, stworzyła w swoim domu rodzinnym przy ul. Szpitalnej (18) w królewskim Krakowie, pierwszą i jedyną, wówczas w kraju, formalnie zorganizowaną szkołę dla dziewcząt. Przez 28 lat była w niej nauczycielką i wychowawczynią. Siostrom Prezentkom od samego początku zleciła pracę edukacyjną i wychowawczą wśród najuboższych dziewcząt. Od jej śmierci, która miała mieksce 1 kwietnia 1650 roku, Siostry Prezentki wiernie prowadzą dalej dzieło wychowania oraz nauczania dzieci i młodzieży. Pracują w szkołach i w katechizacji oraz podejmują różne formy działalności duszpasterskiej, zawsze mając na uwadze niesienie pomocy młodemu człowiekowi. Zgodnie z charyzmatem bł. Zofii, siostry pracują w gimnazjach i liceach, internatach, przedszkolach, domach dziecka i domach opieki dla dzieci niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo oraz uczą religii w szkołach państwowych. Misją szkół Sióstr Prezentek jest przede wszystkim stworzenie uczniom odpowiedniego środowiska wychowawczego, umożliwiającego wszechstronny rozwój, w oparciu o wartości ewangeliczne i patriotyczne.
Siostry Prezentki są zgromadzeniem habitowym, na prawie papieskim, noszą czarny habit oraz czarny welon z białym paskiem (w miesiącach letnich kolor szary). Pracują w domach zakonnych głównie na terenie Polski, jak również we Włoszech i na Ukrainie.

Klasztor przy ul. św. Jana w Krakowie jest główną siedzibą Zgromadzenia Sióstr Prezentek. Kompleks powstały na początku XVIII wieku został przekazany prezentkom w 1726 roku przez biskupa krakowskiego Felicjana Konstantego Szaniawskiego. Dzisiaj w obiekcie, obok zakonnej klauzury, znajdują się także publiczne gimnazjum i liceum ogólnokształcące, w których uczy się codziennie około 400 uczniów.

Częścią klasztornego kompleksu jest również jednonawowy kościół świętojański, uchodzący za jeden z najcenniejszych zabytków Krakowa. Świątynia powstała ok. 1100 roku, a jej fundatorem był Piotr Włostowicz, przyjaciel króla Bolesława Krzywoustego. Pierwotnie świątynia pełniła funkcję kościoła parafialnego, a od XVI wieku była filią bazyliki Mariackiej. W 1726 roku została przekazana Siostrom Prezentkom.
W kościele znajduje się łaskami słynący, szesnastowieczny obraz Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Przedstawia Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. W prawej dłoni Matka Boża trzyma kwiat koniczyny – symbol szczęścia. Ubrana jest w granatowy, królewski płaszcz ze złotą lamą. Lekko odsłonięte prawe ucho Maryi świadczy o tym, że jako dobra Matka ciągle słucha pokornych modlitw swoich dzieci. Jezus prawą dłoń unosi w geście błogosławieństwa, a w lewej - trzyma księgę. Na głowach Maryi i Jezusa umieszczone są papieskie korony. Na złotym tle obrazu są wygrawerowane renesansowe ornamenty.
Obraz ten do kościoła ofiarował w 1577 roku litewski książę Stanisław Radziwiłł, nawrócony z kalwinizmu. Przez kilkadziesiąt lat wizerunek nie wyróżniał się niczym i był częścią jednego z bocznych ołtarzy. Sytuacja zmieniła się w roku 1633, kiedy dokonał się tutaj pierwszy cud. Więźniowi, prowadzonemu na śmierć, nagle opadły z rąk i nóg kajdany w momencie, gdy wezwał pomocy Matki Bożej z kościoła św. Jana. Cud ten stał się początkiem nowej historii w dziejach obrazu, a kajdany ofiarowane przez więźnia jako wotum, do dzisiaj wiszą przy obrazie Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Maryja w tym obrazie nazywana jest również Panią Świętojańską od patronów kościoła: św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, a także Matką Wolności. Ten ostatni tytuł nadał Jej kard. Karol Wojtyła (dziś święty Jan Paweł II) podczas koronacji papieskimi koronami – 9 maja 1965 roku. Mówił wtedy, że Matka Boża od Wykupu Niewolników jest także Matką Wolności, bo wyprasza u swego Syna i przynosi ludziom wolność zewnętrzną, fizyczną, ale nade wszystko duchową.

Siostry Prezentki jako zgromadzenie maryjne, oddane kształtowaniu umysłów, sumień i charakterów młodych ludzi, otrzymało w Matce Wolności szczególny dar i pomoc do realizowania maryjno-apostolskiej misji w Kościele i dla rozwoju własnej duchowości. Codzienne wpatrywanie się w Jej, jaśniejące chwałą Boga, oblicze oraz wsłuchiwanie się w bicie matczynego serca, jest okazją dla każdej siostry, by tutaj uczyła się być darem dla Boga i człowieka, szczególnie tego zniewolonego grzechem. Natomiast bł. Zofia jest na tej drodze powołania wzorem służby i mądrą przewodniczką, co potwierdził Kościół w dniu jej beatyfikacji – 9 czerwca 2013 roku w Krakowie-Łagiewnikach.


 
 

SIOSTRY PREZENTKI W JORDANOWIE!, 2016-05-30 12:35:33
Historia Sióstr Prezentek w Jordanowie rozpoczyna się w roku 1929, kiedy to rodzina Moskalskich, reprezentowana przez Ludwika Moskalskiego zamieszkałego w Rabce, ofiarowała Zgromadzeniu niewielki, parterowy domek z działką, stojący przy Rynku Jordanowskim. Zgodnie z intencją ofiarodawców dom wraz z ośmioma morgami pola miał być przeznaczony na prowadzenie „ochronki” dla dzieci z okolicy.
Po zapoznaniu się z warunkami – dnia 1 maja 1929 roku, Siostry Prezentki przyjęły darowiznę uczynioną aktem notarialnym w Jordanowie, gdyż było to zgodne z duchem i charyzmatem Założycielki Zgromadzenia, dziś bł. Zofii Czeskiej, któremu prezentki nie tyko chciały być wierne, ale zabiegały o jego rozwój. W duchu wdzięczności wobec rodziny Moskalskich siostry po dzień dzisiejszy zamawiają Mszę Świętą i modlą się za swoich dobrodziejów: pana Ludwika, jego ojca i matkę oraz dwie siostry.
W historii domu można wyodrębnić trzy okresy:
Pierwszy okres rozpoczyna się od przyjęcia darowizny do końca II wojny światowej. W 1929 roku siostry rozpoczęły budowę dwupiętrowego domu i jego stopniowe zagospodarowanie. Matka Aniela Szeligiewicz – jako pierwsza przełożona, wraz z s. Bernardą Wach, podjęły się trudu organizowania i przystosowywania budynku na przyjęcie dzieci. Już 1 września 1932 r. otwarto przedszkole, zwane wówczas „ochronką” i niewielki internat dla uczennic Seminarium Nauczycielskiego w Jordanowie. Wkrótce dom sióstr stał się także miejscem spotkań Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.
W grudniu 1933 r. s. Janina Wiśnicka zastąpiła matkę Anielę Szeligiewicz, która została wybrana przełożoną generalną Zgromadzenia. Siostry kontynuowały rozpoczętą pracę w przedszkolu, prowadziły internat dla seminarzystek a w okresie zimowym organizowały kursy szycia prowadzone przez s. Walerię Stępień.
Kolejna przełożona - s. Jadwiga Krukierek, która przybyła do Jordanowa w 1937 r. postarała się o zorganizowanie kaplicy z Najświętszym Sakramentem w pomieszczeniu obok klauzury zakonnej na II piętrze. Poświęcenie kaplicy, pod wezwaniem św. Józefa, odbyło się 19 marca 1938 roku przez proboszcza jordanowskiego - ks. kan. Aleksandra Rajdę. Od tego dnia dom i działalność prezentek w Jordanowie oddano pod szczególną opiekę św. Józefowi.
Praca wśród okolicznych dzieci rozwijała się coraz intensywniej. Z czasem siostry zaczęły przyjmować na kolonie letnie, obok miejscowych, także dzieci ze szkoły Sióstr Prezentek w Krakowie. I wszystko potoczyłoby się zwyczajnym rytmem, gdyby nie wojna!
II wojna światowa przerwała codzienną pracę, obowiązki i zadania sióstr. Razem z miejscową ludnością siostry przeżywały zagrożenie, troski i cierpienia czasu wojny. Dom został częściowo zajęty i przeznaczony na szpitalik. W pozostałych pomieszczeniach siostry nadal prowadziły ochronkę i w miarę możliwości starały się pomagać potrzebującym pomocy. Jednak coraz trudniej było o poczucie bezpieczeństwa i zdobycie żywności, którą siostry organizowały dla dzieci. Ostatniego lutego siostry otrzymały nakaz, by w ciągu pięciu dni opuścić dom, co - mimo protestu - uczyniły 5 marca 1942 roku. S. Jadwiga Krukierek – przełożona, s. Józefa Szypuła i s. Genowefa Rozpędowska opuściły Jordanów i powróciły do Krakowa .
Drugi okres historii Sióstr Prezentek w Jordanowie, to wznowienie pracy po zakończeniu wojny. Dom wymagał gruntownego remontu i uporządkowania, gdyż zniszczenia były bardzo duże. Najpierw skupiono się na zorganizowaniu przedszkola, aby w pierwszej kolejności zająć się dziećmi. Część budynku na parterze i na I piętrze wynajęto także dla miejskiej szkoły podstawowej, której budynek leżał jeszcze w gruzach po wojennej zawierusze.
W 1946 roku siostry otwarły Dom Dziecka dla dzieci i sierot, które najbardziej ucierpiały w czasie wojny. Dom został nazwany znaczącym imieniem „Nasz Dom”, podobnie jak sierocińce dra Janusza Korczaka, gdzie każde dziecko mogło znaleźć miłość i ciepło domu rodzinnego. Jak bardzo były potrzebne takie „domy” po wojnie świadczy fakt, że rok później w naszym Domu Dziecka było już 43 dziewcząt w wieku szkolnym i przedszkolnym. Wiele wysiłku w zorganizowanie i prowadzenie Domu Dziecka włożyła s. Józefa Szypuła wraz z siostrami, które wtedy pracowały w Jordanowie, a w trudnych powojennych warunkach trzeba było starać się o wszystko: utrzymanie domu, wyżywienie i ubranie dla dzieci. Starsze z nich uczęszczały do szkoły a młodsze do przedszkola prowadzonego przez siostry. Pod opieką sióstr pozostawały również dzieci, które przeżyły wojnę, ale straciły bliskich. Oprócz zaspokojenia koniecznych potrzeb życiowych, należało im stworzyć przede wszystkim prawdziwy dom oraz zastąpić, w miarę możliwości, rodziców. Dlatego z całą starannością i matczyną miłością siostry poświęcały cały swój czas i serce mieszkankom domu, by wyrosły na mądre i dobre kobiety. Radości nie było końca, gdy w 1959 roku siedem pierwszych wychowanek zdało maturę w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym w Jordanowie.
Obok prowadzenia Domu Dziecka i przedszkola, siostry włączyły się także w katechizację dzieci w parafii i w pracę przy kościele.
W 1962 roku praca wśród dzieci i młodzieży w Jordanowie znów została wystawiona na ciężką próbę. Decyzją władz państwowych przedszkole prezentek zostało upaństwowione a siostry natychmiast zwolnione z pracy, mimo że przedszkole nadal mieściło się w domu Zgromadzenia. Natomiast Dom Dziecka całkowicie zlikwidowano a dzieci przekazano do innych placówek państwowych. Siostry zostały pozbawione pracy i środków do życia, a tym samym utraciły możliwość pracy wśród dzieci i młodzieży w duchu Założycielki Zgromadzenia.
Trzeci okres to służba dzieciom „niepełnosprawnym”. W tej sytuacji Zgromadzenie zdecydowało się przy pomocy państwowego Zakładu „Caritas” otworzyć dom dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie i fizycznie. Po przeprowadzeniu koniecznych remontów i adaptacji pomieszczeń, w 1966 roku siostry rozpoczęły pracę wśród dzieci i młodzieży niepełnosprawnej, koncentrując się przede wszystkim na zapewnieniu im odpowiedniej opieki i rehabilitacji. Z tym wiązał się także duży wysiłek przekwalifikowania personelu.
Zmiany zapoczątkowały jednak nowy rozdział w dziejach domu Sióstr Prezentek w Jordanowie. W latach 80-tych XX wieku dobudowano drugą część domu, w której mieści się obecnie kaplica, poświęcona dnia 6 listopada 1988 roku przez ks. kard. Franciszka Macharskiego. Początkowo był to ośrodek nadzorowany przez „Caritas”, a od 1999 roku przekształcony został w Dom Pomocy Społecznej.
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat istnienia zakładu kolejne przełożone domowe i dyrektorki starały się nie tylko o jego utrzymanie na odpowiednim poziomie, ale także o zapewnienie podopiecznym coraz lepszych warunków bytowych.
W latach 2009 – 2011, dzięki dofinansowaniu z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, został wybudowany nowy budynek rehabilitacyjno – mieszkalny, wyposażony w nowoczesny sprzęt rehabilitacyjno – rekreacyjny. Modernizacja budynków Domu Pomocy Społecznej zapewnia podopiecznym bardzo dobre warunki mieszkaniowe oraz pomaga w rozwoju sprawności fizycznej i umysłowej. Mieszkanki domu mają możliwość korzystania z:
a) usług opiekuńczych i świadczeń zdrowotnych,
b) rehabilitacji i fizykoterapii,
c) terapii zajęciowej,
d) opieki psychologicznej, nauczania specjalnego i rewalidacyjno – wychowawczego.
Mają również zapewnione:
- uczestniczenie w praktykach religijnych oraz w imprezach kulturalnych i turystycznych.
Są objęte duchową opieką kapłana i siostry zakonnej.

Z okazji Złotego Jubileuszu wyrażamy wszystkim siostrom prezentkom, które przez pół wieku pracowały w DPS-ie, głęboką wdzięczność za ich ofiarną postawę, poświecenie, trud i miłość do Boga i dzieci, którym tak wytrwale służyły i nadal to czynią oraz wszystkim świeckim pracownikom i dobrodziejom placówki, bez których pomocy i hojności serca praca sióstr byłaby niemożliwa do zrealizowania. Niech Ojciec Miłosierny udzieli wszystkim naszym współpracownikom potrzebnych im darów i łask oraz błogosławi w życiu osobistym i zawodowym.(opr. s. Lucylla Łukasik)


 
 

PRZEMYŚL UCZYNKI MIŁOSIERDZIA!, 2016-01-28 13:23:52
"Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposób na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie!" (papież Franciszek: Bulla Misericordiae vultus)

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM CIAŁA:
Głodnych nakarmić (Mt 25,35)

By zlikwidować głód na świecie potrzeba ludzi, którzy będą budować solidarny świat. Możemy dzielić się tym, co mamy, nie marnować żywności, wspierać tych, którzy karmią głodnych.

Spragnionych napoić (Mt 25,35)
Gdzie woda - tam życie! Wielu ludzi nie ma dostępu do wody pitnej. Uczmy się szacunku do wody. Korzystajmy z niej mądrze, roztropnie i oszczędnie!

Nagich przyodziać (Mt 25,36)
Bezdomni często posiadają tylko tyle, ile noszą na sobie. Może ktoś chętnie założy to, co mu damy? Nagich przyodziać, to też troska o szacunek dla ludzkiego ciała, stworzonego przez Boga.

Podróżnych w dom przyjąć (Mt 25,35)
Gościnności uczymy się od Pana Boga. To On podzielił się z nami życiem, które jest w Nim. Czyńmy ziemię gościnną dla wszystkich. Niech gościnne będą nasze serca i nasze domy.

Chorych nawiedzać (Mt 25,36)
W chorobie doświadcza się słabości, niemocy i skończoności. Łatwiej cierpieć, gdy jest ktoś obok nas. Jezus uzdrawia i umacnia w sakramencie chorych.

Więźniów pocieszać (Mt 25,36)
Nie można przekreślić człowieka, który za popełnione zło przebywa w więzieniu. Trzeba dać mu wsparcie i szansę przemiany. Opieki wymaga także jego rodzina. Módlmy się za nich!

Umarłych pogrzebać (Tb 1,17; 12,12n)
Ciało to dar Boga i trzeba je uszanować także po śmierci. Mamy prawo do grobu, z którego Bóg wskrzesi nas do nowego życia. Módlmy się za zmarłych i pielęgnujmy ich groby.

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM DUSZY:
Wątpiącym dobrze radzić (Syr 21,13)

Mamy być gotowi wesprzeć dobrą radą tych, którzy wątpią. Doradzając, bierzemy odpowiedzialność za człowieka, któremu pomagamy. Trzeba doradzać mądrze.

Nieumiejętnych pouczać (por. Dz 8,31)
Pouczając, czyńmy to z pokorą i w imieniu Jezusa, pamiętając, że sami nosimy skarb w naczyniach glinianych. Uzasadniajmy wobec świata nadzieję, która jest w nas (por. 1P 3,15).

Grzeszących upominać (Mt 18,15-17)
Nie osądzamy lecz upominamy służąc prawdzie i miłości bliźniego. Upominany to nie mój nieprzyjaciel, lecz brat. Trzy etapy upominania: w cztery oczy, ze świadkiem i wreszcie wobec wspólnoty.

Strapionych pocieszać (Iz 49,13)
Nasz Ojciec miłosierdzia jest Bogiem wszelkiej pociechy. Pocieszając strapionych mamy dzielić się pociechą, której doznajemy od Boga (por. 2Kor 1, 3-4).

Urazy chętnie darować (Mt 5,38.44.46)
Miłość nieprzyjaciół jest najbardziej wymagającym poleceniem Jezusa. "Nie jest chrześcijaninem ten, kto nie kocha tego, kto go nienawidzi" (II List Klemensa, 13n)

Krzywdy cierpliwie znosić (Hi 2,10)
Świadomość, że jesteśmy uciążliwi dla innych i że Bóg znosi nas cierpliwie, pomaga kształtować w sobie postawę cierpliwego znoszenia krzywd. Cierpliwość jest owocem Ducha (Ga 5,22).

Modlić się za żywych i umarłych (Ef 1,3-14)
Modląc się za kogoś, polecamy go opiece Boga. Kiedy kogoś nie lubimy, a potrafimy się za niego modlić, wtedy go kochamy.

(opr.ks. Szymon Stułkowski, wyd. Archidiecezja Poznańska)


 
 

JAK ZOSTAĆ PREZENTKĄ?, 2015-02-03 17:00:54
(wywiad, który przeprowadziła Justyna Sowa z siostrą odpowiedzialną za formację u Prezentek, wywiad opublikowany w Przewodniku Katolickim, nr 17/2013)

1. Przychodzi dziewczyna i mówi, że chciała wstąpić do zgromadzenia. Co dzieje się dalej?
Jeżeli dziewczyna zostaje przyjęta i „zakwalifikowana” do klasztoru, to najpierw rozpoczyna tzw. okres rocznego przyglądania się życiu zakonnemu we wspólnocie. Nie jest zobowiązana do niczego i w każdej chwili może zrezygnować. W tym czasie nie zmienia także swojego stroju. Po tych pierwszych próbach może przejść do następnego etapu, który nazywany jest postulatem. Tutaj już zmienia strój na czarną sukienkę i w dalszym ciągu rozpoznaje oraz utwierdza się w powołaniu.
Po co takie etapy?
Aby przejście z życia świeckiego do zakonnego odbywało się w sposób naturalny i by osoba miała czas na spokojne zapoznanie się z charakterem życia we wspólnocie i pogłębienie swojej wiedzy religijnej oraz życia sakramentalnego. Gdy postulantka nadal podtrzymuje swoje pragnienie pozostania w klasztorze, to po roku przechodzi do następnego etapu formacji, który nazywany jest nowicjatem i trwa dwa lata. Dziewczyna ubrana jest już w biały welon i czarną sukienkę. Musi podjąć w tym czasie poważną decyzję co do złożenia ślubów i życia we wspólnocie na co dzień. W tym czasie potwierdza również swoje powołanie i chęć naśladowania Chrystusa czystego, ubogiego i posłusznego, uczy się modlitwy i studiuje historię Zgromadzenia oraz reguły życia zakonnego i duchowego. Dopiero po trzech latach składa śluby i staje się siostrą zakonną, która jeszcze przez 5 lat będzie żyła na ślubach czasowych. W końcu po 8 latach dziewczyna zostaje „rasową” zakonnicą. Czas próby i podjęcia decyzji jest więc wystarczający, aby się dobrze zastanowić i nie podjąć pochopnej decyzji!

2. Czy jest jakiś "test" na siostrę, który należy zdać?
Żadnych testów nie ma, ale z kandydatką są przeprowadzane rozmowy, co najmniej trzy: rozmowa z przełożoną generalną, z mistrzynią nowicjatu lub siostrą odpowiedzialną za apostolstwo powołań. Rozmowa z kandydatką jest sprawdzeniem, czy osoba spełnia wymagania potrzebne w realizacji naszego charyzmatu. Ponieważ cel Zgromadzenia wymaga, abyśmy były szczególnie dyspozycyjne i otwarte dla Boga i dla młodego człowieka, byśmy gorliwie prowadziły życie duchowego i były autentycznymi pomocnicami Chrystusa i Kościoła w działalności wychowawczej, dlatego nie przyjmujemy w swoje szeregi wszystkich, ale tylko tych, którzy wykazują w tej dziedzinie większe predyspozycje, tzn. takie osoby muszą lubić dzieci i młodzież, i chcieć z nimi pracować. Muszą to być osoby gotowe do poświęceń, pobożne, o zdrowej moralności chrześcijańskiej, odznaczające się wrodzoną inteligencją, dynamiczne, tak, aby mogły w przyszłości wypełnić zobowiązania wypływające ze ślubów. U prezentek, obok ślubu czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, składa się jeszcze czwarty ślub, zobowiązujący do dobrego wychowania i troski o młode pokolenie. Każda siostra, niezależnie od tego, czym się zajmuje w klasztorze, wszystko wykonuje w celu udzielenia młodej osobie pomocy w odnalezieniu drogi do Boga. Czy uczy w szkole, czy pracuje przy furcie, sprząta korytarz, wszystko jest posługą wobec człowieka, którego Bóg stawia na naszej drodze, zgodnie z charyzmatem naszej Założycielki.

3. Po co aż dwa lata odosobnienia w zakonnej formacji?
Nowicjat – to swego rodzaju pustynia, która ma służyć oczyszczeniu człowieka i ma pomóc w zmianie myślenia oraz wartościowania. Jest to czas łaski, ale i równocześnie czas próby, w którym człowiek podlega o wiele większej pokusie. Wychodzą z niego wszystkie „demony” z przeszłości. Do klasztoru, szczególnie dzisiaj, przychodzimy bowiem mocno rozkojarzeni, zagonieni, nerwowi i nie mamy dystansu wobec siebie i swoich doświadczeń. Wielką trudność sprawia nam skupienie na modlitwie, z którego wytrąca nas nadmiernie rozbudzona wyobraźnia, męczy natłok wszelakiego rodzaju bodźców i informacji. Aby odejść od logiki tego świata, zmienić swoje przyzwyczajenia, uzdrowić relacje z ludźmi, szczególnie z rodziną, trzeba od nich odejść, trzeba się zmierzyć z własną przeszłością i uczuciami. Nowy człowiek wychodzi z tego świata, ale do niego nie należy. „Ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi”. (J 15,19)

4. Czy da się już na początku rozpoznać czy ktoś ma powołanie czy nie? Czy w ogóle da się to rozpoznać? Jeśli tak, to po czym?
Powołanie to tajemnica spotkania, które dokonuje się między Bogiem a człowiekiem i tutaj niczego nie można zmierzyć i ocenić. Żadna siostra mistrzyni, czy kierownik duchowy nie może powiedzieć kandydatce do klasztoru, że nie ma powołania, bo to nieprawda! Bóg każdego powołuję do jakieś misji, jakiegoś zadania. Cała trudność polega jednak na tym, aby właściwie rozeznać i nie dyktować Bogu warunków, do czego ma mnie przeznaczyć. Siostra mistrzyni może tylko, na bazie własnego doświadczenia i rozeznania duchowego, pomóc ocenić kandydatce, czy sprosta wymaganiom życia wspólnotowego i czy ma predyspozycje do wypełnienia misji zgromadzenia. Tutaj może jedynie podpowiedzieć młodej osobie, że powinna poszukać jeszcze dalej, głębiej i próbować znaleźć inne rozwiązania, które będą bardziej zgodne z wolą Boga, bo tylko to przynosi prawdziwe szczęście.

5. Czy kiedy któraś z kandydatek zaczyna się wahać, siostry zatrzymują ją za wszelką cenę?
W żadnym wypadku! Do życia zakonnego nie można nikogo zmusić ani go przekonać. Śluby złożone pod przymusem mogą być nieważne. A poza tym, czemu ma służyć życie zakonne z przymusu? Jak mówi mądre, ludowe przysłowie: silone pacierze nikogo do nieba nie prowadzą. Taka osoba, a szczególnie kobieta, która wybrała zakon ze względu na jakieś okoliczności, mniej lub bardziej szczęśliwe, a nie ze względu na miłość i zafascynowanie osobą Jezusa Chrystusa, na pewno będzie nieszczęśliwa! Czy warto aż tak dużo ryzykować? Kandydatce należy jedynie pomóc odnaleźć szczęście, które nie zawsze czeka na nią w klasztorze, nawet gdy ona sama jeszcze tego nie widzi.

6. Kto na pewno nie może żyć w zgromadzeniu?
Do klasztoru na pewno nie należy przyjmować osób, które uważają, że w klasztorze znajdą azyl i schronienie przed trudami życia i wybierają życie zakonne tylko z lęku przed przyszłością. Klasztor ma o tyle rację bytu, o ile oddaje cześć Bogu, prowadzi ludzi do zbawienia i wypełnia misję zleconą mu przez Kościół. W przeciwnym razie grozi mu przekształcenie w przytulisko lub w stowarzyszenie „starych panien”.A poza tym, my – prezentki nie przyjmujemy również w swoje szeregi kobiet, które nie są w stanie oddać swego serca służbie najmłodszym i wychowaniu młodego człowieka do dojrzałości chrześcijańskiej.


7. Co dziś jest najtrudniejszą przeszkodą, którą muszą pokonać kandydatki?
W wyborze życia zakonnego najczęściej przeszkadza młodemu człowiekowi jakieś fałszywe przekonanie, że życie zakonne wymaga nadludzkich wyrzeczeń. Kiedy prawdziwie kocham i pragnę należeć do osoby kochanej, żadne zmiany i ograniczenia nie są ciężarem. To jest konsekwencja mojego wyboru i decyzji. Nikt do niczego mnie nie zmusza i nie muszę działać wbrew sobie. Bóg pragnie mnie swoją miłością uszczęśliwić, a nie zniewolić i ograniczyć. Odpowiadając na łaskę powołania, to nie tylko ja daję, ale także wszystko otrzymuję na nowo. Nie powiem, że odejście z domu rodzinnego, zostawienie dzieciństwa i beztroskiej młodości jest łatwe i nie kosztuje. Ale która dziewczyna, zakładając własną rodzinę, „nie zostawia domu, ojca, matki i łączy się w jedno ze swoim mężem”. Decyduje się na opuszczenie przyjaciół i wejście w nowe relacje. I niczemu się tutaj nie dziwimy i nie płaczemy, że zmarnowała życie! Jak widać, wszystko zależy od miłości i zaangażowania w nią, a wtedy również zmienia się postrzeganie ofiary i wyrzeczenia.
A drugą poważną przeszkodą w podjęciu życia zakonnego dla współczesnego człowieka jest poddanie własnej woli i oddanie jej bez zastrzeżeń samemu Bogu. Niezwykle mocno ubóstwiany dzisiaj indywidualizm, zamyka nas szczelnie na Boga i drugiego człowieka. Wszelkie ograniczenia i ofiary od razu postrzegamy jako zamach na naszą wolność i odrębność. A posłuszeństwo to coś więcej, niż tylko ciasne przestrzeganie norm! Nasza ofiara to zgoda na wypełnienie się w naszym życiu woli Chrystusa.

8. Zgodzi się Siostra z obiegową opinią, że dziś jest bardzo mało powołań?
Znowu będę przekorna i powiem, że nie ma dzisiaj kryzysu powołań, gdyż Pan Bóg nigdy się nie męczy i nie rezygnuje z człowieka. Zawsze i w każdym czasie powołuje tylu pracowników do swojej winnicy, ilu jest Mu potrzebnych. W dzisiejszym świecie spadła nie tyle aktywność Boga, ile wzrosła obojętność człowieka wobec rzeczywistości duchowej i nadprzyrodzonej. Jest nam tak dobrze i wygodnie, że z trudem wypływamy na głębię. Wolimy Boga, który – jak mówi ks. Pronzato, nas „satysfakcjonuje”, a mniej – Boga, który nas zaskakuje. A poza tym, co jest może o wiele bardziej niepokojące, to zauważalna dzisiaj degradacja i osłabienie wrażliwości kobiety. Filozofia współczesna promuje częściej kobiecość wyzwoloną i rewolucjonistkę, niż osobowość otwartą na życie i świadomą tego, że Bóg zawierzył jej człowieka. To osłabienie i zagubienie kobiecości przekłada się, moim zdaniem, na spadek powołań, szczególnie do życia zakonnego w klasztorach żeńskich. „Kobieta nie może odnaleźć siebie inaczej, jak tylko obdarowując miłością innych”. (Jan Paweł II: Mulieris Dignitatem)